Nie planuj!

Codziennie zastanawiamy się lub wręcz siedzimy w bezczynności i czekamy na to co będzie. Za tydzień, dwa, miesiąc, 5 lat, kiedyś…...

Codziennie zastanawiamy się lub wręcz siedzimy w bezczynności i czekamy na to co będzie. Za tydzień, dwa, miesiąc, 5 lat, kiedyś…


Kiedyś...

Kiedyś będzie lepiej. Schudniemy, oszczędzimy, zapuścimy włosy, nauczymy się jakiegoś języka, będziemy podróżować, mieć mieszkanie, setki przyjaciół, pasję. Kiedyś będzie takie piękne i różowe. Bo za 10 lat to będziesz miała dom, rodzinę, dwa psy i kota. Świetną pracę, ogromną garderobę i basen w ogrodzie. Taa…Mamy plan idealny, wizję dopiętą na ostatni guzik. A co jeśli coś pójdzie nie tak? Co jeśli los z nas zakpi, wyśmieje nasze plany i marzenia i utopi nas w morzu cytryn? Co jeśli dziecko urodzi się chore, nie dostaniesz kredytu na dom, albo mąż odejdzie do młodszej?

 


Czy pomyślałeś kiedyś, że coś może pokrzyżować Twoje wyidealizowane „jutro”?

Ludzie mają to do siebie, że planują. Najczęściej na planach się kończy. A jakie rozczarowanie, że sam plan nie wystarczy, aby spełnić wizję twojej cudownej przyszłości. Też tak mam. Lubię planować. Wszystko. Rzadko kiedy planów się trzymam, ale bardzo boli mnie to, że w życiu nic nie zrobiło się samo (no dobra, kurz na półkach odkłada się sam!).No bo przecież dobry plan, to połowa sukcesu. Ale tylko połowa. A rozczarowania bolą, a jeszcze bardziej od niedotrzymania swojego planu z lenistwa boli fakt, że to coś innego ci to pokrzyżowało.Ja właśnie jestem w takim momencie, miałam plan. Idealny. Widziałam się, oczami wyobraźni, wylegującą na słońcu, szczęśliwą posiadaczkę świeżo zdobytego prawka. Widziałam swoje piękne wyrzeźbione ciało poprzez rolki, rower i Chodakowską, a co się stało?

Po miesiącu obowiązkowych praktyk, wtedy gdy miałam zacząć wreszcie „swoje życie” wylądowałam ze złamaną ręką, unieruchomioną szyją i masą bolesnych siniaków. Jednym słowem kupa nieszczęścia. A plany trzeba zmienić i wizję poprawić. No i co teraz? 4 tygodnie uziemienia w domu. Tego nie planowałam!



A no właśnie. Takich rzeczy nikt nigdy nie planuje. A przecież codziennie zdarzają się małe i większe tragedie. Ktoś dowiaduje się, że ma raka, komuś innemu umiera ktoś bliski. Na świecie dzieją się złe rzeczy, obok nas też. Czasami zdarzają się one i w naszym życiu. Potrafią wywrócić wszystko do góry nogami i okazuje się, że nasze „kiedyś” nie istnieje.

Dlatego, nie planujmy!

Nie mówię tutaj o naszych „to do list”, które pomagają się nam zorganizować i pomału zbliżyć do naszych wielkich celów, ale o planowaniu naszego życia za tydzień, miesiąc, x lat. Nie mamy wpływu na to co nam się przydarzy, czasami to my zmienimy zdanie i mamy do tego prawo, a takie ślepe wierzenie w wyidealizowaną przyszłość, jedną wizję siebie, prowadzi tylko do frustracji, jak coś pójdzie nie po naszej myśli.Także raz jeszcze: Nie planuj! Działaj, żyj. Tu i teraz. Jak najlepiej potrafisz.



Zobacz również:

0 komentarze