Przekrojownik #1

Oto przekrojownik, głupszej nazwy nie mogłam wymyślić, więc niech będzie. Tok rozumowania jaki towarzyszył mi przy jej tworzeniu jes...


Oto przekrojownik, głupszej nazwy nie mogłam wymyślić, więc niech będzie. Tok rozumowania jaki towarzyszył mi przy jej tworzeniu jest tak samo bez sensu jak sama nazwa, no ale, kto by się tym przejmował. Dodam tylko, że przekrojownik, to takie cykliczne wpisy o tym, co wpadło mi w oko, ucho lub kręciło się po głowie w poprzednim miesiącu.

Skoro formalności mamy za sobą to zapraszam na PRZEKROJOWNIK #1

Już jutro pierwszy września, duża część młodych ludzi ruszy zdobywać wiedzę. Ja mam jeszcze miesiąc wolnego. Troszkę dobija mnie fakt, że to już ostatni raz cieszę się wakacjami, takimi szkolno/studenckimi, ale myślę, że następne mimo, że będą inne mogą być nadal fantastyczne.
Jak to pisałam w poście o (nie)planowaniu, w życiu tak naprawdę nic nie wiadomo. Przekonałam się o tym na własnej skórze. Miałam nieco inną wizję tych o to wakacji. Tyle planów sczezło na niczym. Czy żałuję? Może trochę, ale widocznie tak miało być. Było mi to potrzebne. Było mi potrzebne pobycie samej ze sobą i nie jest to kwestia jedynie sierpnia, ale całych wakacji. Potrzebowałam zająć się własnym życiem, aby je trochę przewartościować. Przemyśleć kilka rzeczy, które nawarstwiały się już od kilku miesięcy wstecz. Musiałam zastanowić się nad znajomościami, nad tym jaka jestem dla innych i czego wymagam od swoich bliskich oraz przede wszystkim na czym tak naprawdę mi w życiu zależy.


Te dwa miesiące minęły mi pod znakiem wspaniałych spotkań, fantastycznych, inspirujących rozmów, za które serdecznie dziękuję K, M i As. Nawet nie wiecie ile rozmowa z Wami mi dała.
I chociaż moje wakacje nie wyglądają tak jak sobie wymarzyłam jeszcze kilka miesięcy temu, nie uważam, że są złe. Są fantastyczne, bo w tym momencie życia w jakim się znajduję potrzebuję mieć bardzo solidne fundamenty w samej sobie. Muszę nauczyć się pokonywać własne słabości i czasami własną dumę. Muszę zrozumieć własne rady i nauczyć się, że czasem po prostu coś nie wychodzi.

Przede mną, we wrześniu, jeszcze bardzo dużo trudnych decyzji i życiowych sprawdzianów. Jestem gotowa, podekscytowana i czekam na to, co przyniesie jesień. 



A, co w sierpniu?

Sierpień zaowocował tym oto miejscem. Wreszcie. Po długich namysłach, strachu, że nie dam redy, że to bez sensu. Powstał ten oto blog. I mam nadzieję, że będzie rozwijał się i dojrzewał wraz ze mną.
Poza tym, małymi krokami wracam do rzeczy, którą kiedyś bardzo kochałam i sprawiała mi niezmiernie dużo radości. Kto wie, może teraz też tak będzie.

W sierpniu zachwyciła mnie TA reklama. Dzięki niej naprawdę można uwierzyć, że każdy może wszystko!
Oraz stałam się wierną fanką TEGO kanału. O ojcu Szustaku słyszałam już jakiś czas temu, ale nie miałam pojęcia, że posiada on swój własny kanał. Za pokazanie mi go bardzo dziękuję Ma.
Okazuje się, że mam bardzo podobne spojrzenie na niektóre rzeczy, jak ten pan na filmikach. Natomiast w tematach, w którym ja sama się jakoś pogubiłam, fajnie posłuchać kogoś mądrego. Polecam!
We wspomnieniu sierpnia pojawia się również pewna książka, którą czytało się bardzo przyjemnie i myślę, że zasługuje na kilka słów więcej w oddzielnym poście.
A w sierpniowych głośnikach Taco Hemingway i Coria.


„Twoja skóra pachnie jak ostatnie dni wakacji,
Dziś powietrze pachnie jak ostanie dni wakacji.”



Zobacz również:

0 komentarze